Trójkąt Bermudzki
Wprowadzenie
"Dzieje się z nami coś dziwnego!. Nie widzę ziemi!. Powtarzam, nie widzę ziemi! Nie możemy określić swojego położenia".
"W dalszym ciągu nie jesteśmy pewni, gdzie się znajdujemy. Sądzę, że musimy być gdzieś około 225 mil na północny wschód od bazy".
Nowy dowódca zdecydował się na zmianę kursu o 180 stopni. Ostatnie jego słowa usłyszane na wieży brzmiały nieco dziwnie:
"Wygląda na to, jak byśmy wchodzili w białą wodę! To chyba koniec".
Trójkąt Bermudzki
to tajemniczy rejon na zachodnim Atlantyku, w którym rzekomo zniknęło
bez śladu bardzo wiele statków i samolotów. Od 1945 r. zanotowano ponad
100 takich przypadków. Nie można jednak znaleźć jakiegoś naukowego
potwierdzenia zjawisk, jakie zdarzają się w tym rejonie.
Gdzie się znajduje Trójkąt Bermudzki ??
Oznaczono
miejsca katastrof i na tej podstawie wytyczono trójkąt, łącząc kraniec
Florydy, Puerto Rico (przypomnijmy: w Puerto Rico odnotowano wiele
przypadków spotkań z chupacabrą) i
Bermudy.
Teorie zaginięć
Powstały niezliczone teorie, wyjaśniające przyczyny niezwykłych zjawisk w
Trójkącie Bermudzkim. Opowiadano o atakach potworów morskich,
porwaniach przez kosmitów, podwodnych Atlantydach, gigantycznych falach
tsunami, nagłym wydzielaniu się metanu z pokładów lodu na dnie morza,
czarnej dziurze, anomaliach geomagnetycznych, gigantycznym krysztale
zakrzywiającym przestrzeń wokół niewinnych ofiar (takie rozwiązanie
zagadki zaproponował Charles Berlitz w bestsellerze
"The Bermuda Triangle".)
Relacja
Patrol,
składający się z pięciu bombowców typu TBM Avenger, wystartował 5
grudnia 1945 roku o godzinie 14.00 do lotu ćwiczebnego z lotniska
wojskowego w forcie Lauderdale na Florydzie. Samoloty miały obsługę
złożoną z pilota, radiooperatora i strzelca pokładowego oraz paliwa,
które powinno wystarczyć na przelecenie około 1500 km. Załoga posiadała
w kamizelki ratunkowe i samo napełniające się powietrzem tratwy. Mieli
przelecieć 250 km wprost na wschód w kierunku Bahamów, po czym skręcić
na północ i po 65 km zawrócić w kierunku południowo zachodnim do bazy.
Warunki atmosferyczne były dobre. O godzinie 15.15 dowodzący eskadrą
porucznik Taylor nawiązał kontakt z bazą, i otrzymał pozwolenie na
lądowanie. W tej samej chwili w głośnikach wieży rozległ się przerażony
głos dowódcy:
"Dzieje się z nami coś dziwnego!. Nie widzę ziemi!. Powtarzam, nie widzę ziemi! Nie możemy określić swojego położenia".
W
głośnikach od czasu do czasu rozlegały się głosy pilotów. Nie reagowali
za żadne polecenia, a krzyżujące się w eterze nawoływania świadczyły,
że znajdują się u kresu wyczerpania nerwowego. Około godziny 15.30 znów
usłyszano jednego z nich. Pytał kolegę lecącego obok o odczyt busoli.
Jednak jak się okazało każda busola wskazywała co innego.
Niespodziewanie
około 16.25 zgłosił się jeden z oficerów, kapitan George Stivers, który
z niewiadomych przyczyn przejął dowództwo:
"W dalszym ciągu nie jesteśmy pewni, gdzie się znajdujemy. Sądzę, że musimy być gdzieś około 225 mil na północny wschód od bazy".
Nowy dowódca zdecydował się na zmianę kursu o 180 stopni. Ostatnie jego słowa usłyszane na wieży brzmiały nieco dziwnie:
"Wygląda na to, jak byśmy wchodzili w białą wodę! To chyba koniec".
Bibliografia: http://www.ejsi.com.pl/tajne/?id=56, zdjęcia: internet
Ciekawe ;) Mam nadzieję, że dalej będziesz pisać? :")
OdpowiedzUsuń